Newsletter

 
Warto wiedzieć: język gwizdów

Szkoła podstawowa na jednej z kanaryjskich wysp. Z pewnej sali lekcyjnej dobiegają przeraźliwe gwizdy. Czy to klasa specjalna dla najbardziej niesfornych uczniów? Wręcz przeciwnie! To typowa dla tubylców lekcja. Dzieci właśnie się uczą języka silbo gomero. Języka gwizdów.


966491_31485726.jpg
Fot. www.sxc.hu

Silbo gomero (inna nazwa: el silbo) to język pierwotnie używany przez tzw. Guanczów, a więc pierwszych mieszkańców Wysp Kanaryjskich. Jego niezwykłość polega na tym, że słowa artykułowane są za pomocą gwizdów. Użytkownicy tego języka (silbadorzy) do dziś podczas gwizdu w taki sposób zmieniają układ palców, aby dźwięki przypominały brzmienie hiszpańskich słów. Oczywiście o bardziej skomplikowanych wyrażeniach muszą zapomnieć. Język ten posiada zaledwie 4 spółgłoski i 2 samogłoski, więc nic dziwnego, że wygwizdać można ograniczoną liczbę wyrazów (około 4000). Mimo to niegdyś el silbo miał niemałe znaczenie (nawet obronne!), szczególnie dla mieszkańców Gomery (stąd nazwa języka), jednej z mniejszych wysp archipelagu kanaryjskiego. Dziś jest on używany tylko po to, aby mieszkańcy wyspy mogli popisywać się przed turystami.

 

Cała wyspa w 9 minut
Jednak dawniej sytuacja przedstawiała się zgoła inaczej. Gomera to górzysta wyspa, z urwistymi zboczami i licznymi wąwozami utrudniającymi komunikację. Nie może więc dziwić, że język gwizdów znalazł tu praktyczne zastosowanie. Otóż są dowody na to, że pierwsi mieszkańcy, szczególnie w sytuacjach zagrożenia (lub choćby na polowaniu), powszechnie używali el silbo do porozumiewania się. Jak zresztą ustalili specjaliści, wyrażenie przekazane w języku gwizdów wyspę o powierzchni 378 kilometrów kwadratowych jest w stanie okrążyć w – uwaga! – dziewięć minut! A to nie koniec. O tym że do górzystego krajobrazu Gomery el silbo pasuje jak ulał, mogliśmy się również przekonać w latach 30. XX wieku w czasie hiszpańskiej wojny domowej. Jeszcze wtedy Gomeryjczycy porozumiewali się za pomocą gwizdów, a wszystko po to, aby w ręce informatorów generała Franco nie wpadły niepożądane informacje. Nieprawdopodobne? Ale prawdziwe.

 

Gwiżdżą na szkołę
Mogłoby się wydawać, że w świecie telefonów komórkowych i Internetu język silbo gomero szybko stanie się językiem martwym. Nic bardziej mylnego! Władze Gomery mają głowy na karku i doskonale wiedziały, jak wykorzystać melodyjne gwizdy do celów marketingowych. Skoro wyspa utrzymuje się z przemysłu turystycznego, dlaczego by jej dodatkowo nie wypromować? I tak od lat 90. XX wieku język el silbo został wprowadzony do szkół podstawowych jako przedmiot obowiązkowy. Nieustająco gwiżdżące w czasie lekcji dzieciaki to, trzeba przyznać, dość niespotykany widok, a jednak Kanaryjczycy wpadali na kolejne szalone pomysły. Jakiś czas temu pojawił się projekt, aby silbo gomero stał się jednym z języków wykładowych na Uniwersytecie w La Lagunie na Teneryfie, z kolei w stolicy Gomery – San Sebastian de la Gomera – będą prowadzone specjalne kursy, na których języka gwizdów będą się uczyli także obcokrajowcy.
P8050423.JPG
Fot. Jarosław Kowal

Co prawda nie wiadomo, do czego zagranicznym turystom mogłaby się przydać znajomość języka gwizdów, ale wiadomo za to, do czego wykorzystują go tubylcy. Aby popisać się przed turystami i dodatkowo na tym zarobić, organizują pokazy, podczas których porozumiewają się właśnie za pomocą gwizdów. Jeden z nich odbywa się w restauracji Los Rosas. Przybyli goście na oczach leciwego właściciela lokalu w przestronnej sali ukrywają swoje prywatne przedmioty. Po chwili w pomieszczeniu pojawia się jedna z Gomeryjek, rozlega się ogłuszający gwizd, a starsza pani z uśmiechem na twarzy odnajduje ukryty pod stołem aparat fotograficzny i oddaje go w ręce posiadacza. Gwizd właściciela restauracji nie milknie, a kobieta odnajduje kolejne przedmioty, za co raz po raz nagradzana jest brawami. Na koniec, specjalnie dla polskich (!) turystów, odgwizduje „sto lat” i odchodzi. Dla niej to przecież bułka z masłem, a interes dzięki temu kręci się jakby sam.

 

Nie tylko na Kanarach
Kilka lat temu naukowcy orzekli, że język gwizdów jest odbierany przez mózg ludzki w taki sam sposób, jak każdy inny język mówiony. Nic więc dziwnego, że poza silbo gomero na świecie istniały, lub nadal istnieją, także inne języki gwizdów. W ten sposób porozumiewano się między innymi w czasie rządów hiszpańskich na Kubie. Obecnie „po gwizdanemu” powszechnie mówi się tylko w zachodniej Afryce.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że żaden z języków gwizdów nie rozwinął się tak bardzo jak el silbo. Mało tego. Jest to jedyny język gwizdów na świecie obowiązkowo nauczany w szkole i właśnie dlatego ma on realne szanse na to, aby przetrwać jeszcze wiele pokoleń. Czy tak się stanie? Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że tak. No bo kto rezygnuje z czegoś, co przynosi zyski?

 

Jarosław Kowal

 


edukacyjnykrakow.pl 2008-08-19